Puste sale w przedszkolach. Zaskakujące dane z Warszawy
Jeszcze dwa lata temu o miejsca w publicznych przedszkolach w stolicy ubiegało się ponad 15 tysięcy dzieci. Rok później liczba ta spadła do 12,5 tysiąca. W tym roku zgłoszeń było już mniej niż 10 tysięcy.
– Niestety, sprawdzają się wszystkie niekorzystne prognozy demograficzne – przyznała wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska w rozmowie z dziennikarzami Gazety Wyborczej.
Przez długi czas Warszawa opierała się ogólnopolskiemu trendowi. Przyciągała młodych ludzi, którzy zakładali tu rodziny. Teraz jednak coraz więcej osób wybiera życie poza miastem, w okolicznych miejscowościach.
W 2018 roku urodziło się ponad 18,8 tysięcy dzieci, w 2022 już 13,9 tysięcy niemowląt, a w 2025 – 11,3 tysiące. Spadek od kilku lat notowany jest rokrocznie.
Więcej chętnych niż miejsc w przedszkolach
W tegorocznej rekrutacji do stołecznych przedszkoli wzięły udział 344 placówki publiczne, 66 szkół podstawowych z oddziałami przedszkolnymi i 34 przedszkola niepubliczne działające w systemie konkursowym.
Łącznie zgłoszono 9730 dzieci. To o ponad jedną trzecią mniej niż jeszcze dwa lata temu.
Jak podaje Gazeta Wyborcza, do placówek zakwalifikowało się 9245 kandydatów, czyli aż 95 procent wszystkich chętnych. Mimo to aż 485 dzieci nie zakwalifikowało się do wybranych placówek – głównie na obrzeżach miasta, gdzie infrastruktura edukacyjna nie nadąża za rozwojem osiedli – mają jednak szansę w kolejnej fazie rekrutacji.
Jednocześnie w skali całej Warszawy pozostaje aż 4681 wolnych miejsc. Znów – to więcej niż rok wcześniej.
Największe nadwyżki są w dzielnicach takich jak Śródmieście, Ochota czy Mokotów. Dlaczego? Mieszkające tam społeczeństwo się starzeje, a liczba najmłodszych mieszkańców maleje.
Miasto rozpoczęło likwidację placówek
W odpowiedzi na zmieniającą się sytuację, Warszawa zdecydowała o wygaszaniu siedmiu niewielkich przedszkoli w Śródmieściu i na Mokotowie.
Decyzja jednak nie wszystkim się spodobała – w tej sprawie interweniowała Magdalena Biejat, zarzucając ratuszowi działanie niezgodne z przepisami. Ratusz z kolei przekonywał, że miasto "dysponuje interpretacją przepisów, która pozwoliła na taki krok".
Dodatkowe emocje wzbudziła kampania promująca przedszkola publiczne, którą prowadził urząd dzielnicy Ochota. Na plakatach pojawiło się hasło: „Przedszkola prywatne – drogo i niepewnie, publiczne – bezpiecznie i za darmo”.
Środowiska związane z edukacją niepubliczną ostro skrytykowały ten pomysł. Ośrodek Perspektyw Edukacji Niepublicznej wskazał przykładowo, że takie komunikaty podważają zaufanie do legalnie działających placówek. "Co to znaczy »niepewnie«?! Że rodzic ryzykuje? Że wybór jest podejrzany? Że placówka działa »na słowo honoru«? Kto dał samorządowi prawo, żeby tak opisywać legalną część systemu edukacji?" – stwierdził ośrodek.
Co więcej, miasto w tym roku zmieniło też zasady – prywatne przedszkola zostały wyłączone z miejskiego systemu rekrutacji.
– Nie widzę dzisiaj uzasadnienia, żeby w Warszawie powstawały kolejne niepubliczne przedszkola. One zabierają dzieci przedszkolom publicznym, a mają podwójne finansowanie, bo biorą też czesne od rodziców – mówiła wcześniej wiceprezydentka Renata Kaznowska. – Trzeba się zastanowić, czy nie nadeszła pora, by jakoś ustawowo postawić temu tamę – dodała.